Ciągle
trzęsącymi się rękoma otworzyłam zacinający się zamek w starych, drewnianych
drzwiach mojego, a właściwie naszego domu. Ledwie przekroczyłam próg i zaklęłam
głośno potykając się o pusta puszkę po piwie.
-Cholera
jasna czy w tym domu zawsze musi być taki burdel!- krzyknęłam właściwie do
samej siebie i kopnęłam w puszkę, która zagradzała mi drogę.
Pokręciłam
zdenerwowana głową i przeszłam przez korytarz, kierując się po skrzypiących,
starych schodach na piętro do mojego pokoju. Na miejscu zdjęłam z siebie
wczorajsze ubrania i w bieliźnie przemknęłam się do łazienki. Jest to chyba
jedyne pomieszczenie w tym domu, które jest utrzymane we względnej czystości.
Chyba ani ja ani Mia nie umiałybyśmy żyć w aż takim syfie.
Zdjęłam
z siebie bieliznę i weszłam do kabiny, gdzie na razu odkręciłam oba kurki, by
temperatura wody była odpowiednia. Opuściłam głowę tak by strumień ciepłej wody
uderzał wprost na mój kark i plecy, co w pewnym sensie przynosiło mi ukojenie.
Zdecydowanie alkohol wypity wczoraj i kokaina, którą wciągnęłam nadal buzowały
w moich żyłach. Ściągnęłam z półki cytrynowy żel i dokładnie natarłam nim
ciało, a po chwili spłukałam powstałą pianę. Kiedy byłam pewna, że moje ciało
jest dokładnie umyte i nie ma na nim już piany wyszłam z kabiny. Lewie
postawiłam nogę na mokrej posadzce i o mały włos nie wylądowałam z hukiem na
ziemi.
-Nigdy
się chyba nie nauczę- mruknęłam pod nosem uśmiechając się przy tym z własnej
niezdarności.
Owinęłam
ciało białym ręcznikiem i stanęłam przed niewielkim i zaparowanym lustrem. Przejechałam po nim dłonią i spojrzałam na
swoje odbicie. Blada twarz, zapuchnięte i sine oczy, spierzchnięte usta. Obraz
nędzy i rozpaczy, na moje szczęście gruba warstwa podkładu załatwi sprawę na
tyle, że nikt nawet nie zorientuje się, co może się pod nią kryć. Wytarłam się dokładnie ręcznikiem po czym
założyłam bieliznę i okryłam się szlafrokiem. Wsuwając na nogi moje ulubione
kapcie skierowałam się do pokoju Mii. Nie widziałyśmy się przeszło trze dni, a
ja nie lubiłam nie mieć z nią dłuższego kontaktu, zwłaszcza kiedy jestem
trzeźwa. W takich chwilach mój mózg snuje najczarniejsze scenariusze, a ja
potem przez długi czas nie mogę się ich pozbyć z głowy.
Wchodząc
do pokoju mojej bliźniaczki, na całe szczęście zastałam ją całą i zdrową. Spała
sobie w najlepsze a u jej boku leżał półnagi Taylor. Zacisnęłam zęby i
zagryzłam usta w wąską linię, żeby nie pisnąć ze wściekłości. Nie pałałam do
tego chłopaka sympatią, był tylko zwykłym dupkiem, któremu podobało się to, że
moja siostra miała każdego faceta na skinienie palca, a on łażąc za nią krok w
krok dowartościowywał tylko swoje ego.
-Mia
wstawaj!- warknęłam, kiedy podeszłam do łóżka mojej siostry.
Byłyśmy
tak łudząco do siebie podobne, a mimo to zupełnie inne. Zawsze to Mia była tą
lepszą, mądrzejszą i rozważniejszą. Ja byłam rozhisteryzowaną dziewczynką,
która zawsze stała w cieniu siostry, którą podziwiała jak nikogo innego, a
potem wszystko szybko się zmieniło. Byliśmy szczęśliwą rodziną. Tata, który zaharowywał
się dniami i nocami, by żyło nam się lepiej i mama, która była oazą spokoju i
naszą ostoją w czasie ciężkich chwil. Wszystko runęło jak domek z kart niecałe
trze lata temu, jeden pijany kierowca i wraz z siostrą musiałyśmy stać się na
siłę dorosłe. A jak jest teraz? Mia jest lekkoduchem, którego nic nie
interesuje, a ja wszystkie bóle nadal skrywam na dnie serca, tak by nigdy, nikt
ich nie znalazł. Teraz ja przejęłam rolę „rodzica” to ja myślę o tym, czy mamy
co jeść i gdzie mieszkać. Spojrzałam na siostrę spod przymrużonych powiek, z
pod których łzy niemal prosiły się o wypłynięcie.
-Mia do
cholery jasnej mówię do ciebie!- krzyknęłam głośniej i uderzyłam siostrę w tył
głowy z otwartej dłoni.
Poskutkowało.
Dziewczyna
otworzyła zaspane oczy i spojrzała na mnie zamglonym wzrokiem. Jestem pewna, ze
przez kilkanaście sekund, nie miała nawet pojęcia kogo widzą jej oczy.
-Czego
awantury idioto robisz od samego rana- warknęła łapiąc się za głowę, kiedy
dotarło do niej kto przed nią stoi i jak to ujęła „robi awantury”
-Masz
natychmiast wywalić tego kretyna z naszego domu, nie zniosę go tu ani sekundy
dłużej- syknęłam na siostrę i szybko opuściłam pokój.
Zeszłam
na dół do kuchni, żeby zaparzyć sobie świeżą kawę. Na porannego kaca nadawała
się idealnie, poza tym po kilkudniowej nieobecności w domu nie miałam co liczyć
na obecność czegoś do jedzenia. Tak jak myślałam, po otworzeniu lodówki
przywitało mnie rażące światełko i stare zjełczałe mleko, które niemal już żyło
własnym życiem. Wzdrygnęłam się na sam widok dawno przeterminowanego produktu.
-Zajmę
się tym później- westchnęłam i zamknęłam drzwiczki, kiedy usłyszałam dzwonek do
drzwi.
Nie
miałam pojęcia kogo niesie z wizytą do naszego domu, zwłaszcza o dziewiątej
rano w dodatku w niedzielę. Niechętnie skierowałam się do drzwi, ponieważ
niecierpliwy gość, natarczywie dzwonił dzwonkiem.
-Czego?!-
krzyknęłam otwierając drzwi.
W progu
zobaczyłam czerwono włosa dziewczynę, Alex. Kolejna osoba, do której nie
pałałam sympatią. Jak dla mnie była za bardzo sztuczna i wymuskana, a mimo to
pchała się drzwiami i oknami, byle tylko z nami przebywać, a Mia była dla niej
niemal jak bóstwo, przed którym prawie wiła pokłony. Jedyny pożytek z tej
dziewczyny był taki, że wywodziła się z zamo9żnej rodziny i kiedy brakowało nam
trochę pieniędzy do życia lub na picie i dragi, śmiało dawała nam kasę nie
licząc nawet na jej zwrot.
-Cześć-
powiedziała pewnie i bez mojej zgody wyminęła mnie i weszła w głąb domu.
-Cześć?-
odpowiedziałam po chwili, kiedy otrząsnęłam się z bezczelności tego osobnika. Pokiwałam
z niedowierzaniem głową i weszłam do kuchni, gdzie przy niewielkim stoliku już
siedziała czerwono włosa i wesoło nuciła coś pod nosem.
Mówiłam
już jak ta dziewczyna działa mi na układ nerwowy?
Nie? No
to mówię.
-Możesz
mi zdradzić co cię tu sprowadza o tak wczesnej porze?- zagadnęłam stojąc tyłem
do dziewczyny i zalewając kubki z kawą wrzątkiem. Wiedziałam, że kiedy Mia
wstanie będzie jej równie mocno jak ja.
-Chciałam
się zapytać jak było na imprezie u Molly. Podobno jej matka wyjechała na kilka
dni i pozwoliła jej zrobić urodziny w domu.- zaszczebiotała radośnie Alex,
kończąc swoją wypowiedz.
Chyba
nikogo nie zdziwię jeżeli powiem, ze Molly jest jedną z tych znajomych mojej
siostry, za którymi nie przepadam? Kolejna niegrzesząca inteligencją,
puszczalska laska, która dla „sławy” jest gotowa zrobić wszystko. Ja też taka
po części byłam, dla narkotyków, byłam gotowa zrobić naprawdę wiele, ale miałam
w głębokim poważaniu, kto i co sobie o mnie po drodze pomyśli. Byłam sobą i nie
miałam w planach się zmieniać i albo ktoś to zaakceptuje, albo niech spada.
-Dobrze
wiesz, że nie zadaję się z ta małą zdzirą..
-O mnie
mowa?- w zdanie brutalnie weszła mi Mia, która pojawiła się w kuchni w skąpej
koszulce należącej jak mniam do Tay’a.
-Wywaliłaś
tego dziada z domu?- warknęłam nawet nie zważając na jej poprzednia wypowiedz.
-Śpi
słodko nie mam serca go budzić- powiedziała, swoim nader przesłodzonym głosem,
którym doprowadzała mnie do szału i doskonale o tym wiedziała.
-Ale
pieprzyć się z nim miałaś serce- warknęłam i zmierzyłam siostrę srogim
spojrzeniem- Masz go natychmiast wywalić za drzwi!
Dziewczyna
oczywiście puściła moje słowa mimo uszu i szybko usiadła do stołu i biorąc
kubek w ręce zaczęła opowiadać Alex wczorajszą imprezę. Usiadłam obok nich i
wwiercałam swój wzrok w mój kubek z czarną kawą nie chcąc słuchać ich bezsensownej
wymiany zdań. Nigdy nie należałam do osób wylewnych w uczuciach, czy też rozgadanych,
sytuacja ulegała zmianie kiedy byłam dobrze pijana albo naćpana.
-Jakie
plany na dziś?- zapytała w końcu Alex, chcąc i mnie włączyć w ten sposób do
rozmowy, na którą mimo wszystko i tak nie miałam ochoty. Mój organizm
potrzebowała teraz narkotyków, jakichkolwiek. Suchość w gardle, trzęsące się
ręce tylko mnie w tym utwierdzały.
-Nawalić
się u Chace’a. Czyli to, co zwykle- burknęłam nie racząc nawet żadnej z
dziewczyn choćby przelotnym spojrzeniem.
-Pisze
się na to!- nad głową usłyszałam szczęśliwy głos Taylora, na którego dźwięk niemal
automatycznie przewróciłam teatralnie oczami.
-Wspaniale,
ale najlepiej zacznij od obejrzenie drzwi z drugiej strony i sprawdzenia czy
cię przypadkiem tam nie ma- odpowiedziałam i kpiąco uśmiechnęłam się w jego
stronę. Chłopak spojrzał na mnie, a na jego twarzy malowało się zdziwienie, najwidoczniej
nie zrozumiał aluzji, cóż do grona geniuszy to on z całą pewnością nie należał.
-Zoey z
łaski swojej bądź milsza, to nasz gość. A tak na marginesie miałaś się nie
zadać z Carterem- warknęła na mnie.
Szczerze? Jej zdanie najmniej mnie obchodziło, ale nienawidziłam po prostu
kiedy mnie pouczała, albo robiła mi te swoje ”moralizatorskie monologi”.
-Pieprz
się Mia! To jest twój alfons ja rozumie, ale to nie znaczy, że masz go na
wyłączność- odpowiedziałam podniesionym głosem i z nerwów zrzuciłam ze stołu
kubek- Jeżeli skończyłaś to daj trzy dychy, bo musze już iść- dopowiedziałam po
chwili.
-Chyba
sobie ze mnie kpisz! Po tych słowach mam ci kasę jeszcze dać? Idź i zarób, a
nie wiecznie wykorzystujesz mnie. Jesteś zwykłą ćpunką!- wykrzyczała mi prosto
w twarz.
Dzieliło
nas zaledwie kilka centymetrów. Patrzyłyśmy sobie złowrogo w oczy, jednak żadna
nie miała odwagi zrobić czegokolwiek. Nigdy nie uderzyłabym Mii, ona tez nie
posunęłaby się do tego. Mogłyśmy się pokłócić, wyzwać od najgorszych, ale jako
bliźniaczki łączyła nas ta niepowtarzalna więź nie porównywalna z niczym innym.
-Szmata-
syknęłam przez zaciśnięte zęby i odwróciłam się na pięcie, przy czym mocno
zarzuciłam włosami, tak, że z całą pewnością musnęły jej twarz. Nie patrząc już
na nikogo z obecnych w kuchni wyszłam. Po drodze ”przypadkowo” potrącając Tay’a.
Od autora: Powiem tyle, tak dobrze żarło i zdechło. Początek zajebisty, reszta? Bez komentarza.
Dla nie zorientowanych, ja piszę z perspektywy Zoey,a Tosia z perspektywy Mii.